Serwis prasowy

Przyzwyczajeni jesteśmy, że kontrolując krakowskie paleniska odwiedzamy domy, altany kamienice ale nie … jurty. Dzisiaj mieszkaniec zgłosił dyżurnemu zadymienie w rejonie al. 29 listopada. Jakież było zdziwienie strażników, gdy przy ul. Nad Strugą zobaczyli… mongolski namiot, a w nim buchający ogniem piecyk typu ,,koza”.
Dalszy ciąg interwencji przebiegał już zupełnie standardowo, okazało się bowiem, że w piecyku spalane jest drewno, a obsługujący go Polak doskonale zna przepisy uchwały antysmogowej, tylko o nich zapomniał. Przypomniał mu o nich dopiero 300-złotowy mandat.

Dyżurny skierował patrol do ściągnięcia blokady, założonej na koło nieprawidłowo zaparkowanego samochodu. Na miejscu czekała już kierująca, która przyznała się, że stanęła na zakazie, ponieważ stąd ma blisko do domu. Strażnicy nałożyli na nią mandat karny w wysokości 100 zł. Przy okazji wyszło na jaw, że ten samochód już sześciokrotnie stał na zakazie zatrzymywania się od początku tego roku, a jego właściciel dotąd nie zareagował na kierowane do niego wezwania.  

Strażnicy zapytali kobietę, czy wie, kto wcześniej zostawiał auto w miejscu niedozwolonym. Ku ich zdziwieniu pani odpowiedziała, że to ona. W związku z tym strażnicy nałożyli na nią kolejne 6 mandatów karnych na łączną kwotę 600 zł.

Zdjęcia z drona wykonane w rejonie ul. Kąkolowej pozwoliły nam zlokalizować 4 różne nielegalne wysypiska śmieci. Oprócz worków z odpadami komunalnymi, tuż przy rzece leżały porozrzucane odpady poremontowe. 
Strażnicy skontaktowali się z właścicielami działek, zobowiązując ich do uprzątnięcia swoich terenów.

Co prawda sezon turystyczny jeszcze się nie zaczął, ale pogodna aura sprawiła, że coraz więcej osób odwiedza Wzgórze Wawelskie. Niestety, wielu kierowców, wbrew przepisom próbuje zaparkować, jak najbliżej Zamku.

W miniony weekend strażnicy miejscy kontrolowali prawidłowe parkowanie pojazdów przy ulicach: Droga do Zamku, Bernardyńska, Smocza, Podzamcze, Koletek. Nałożyli 33 mandaty karne, przygotowali 4 wnioski o ukaranie do sądu, pouczyli 13 kierujących. Na koła nieprawidłowo zaparkowanych aut założyli 40 blokad.

Kiedy nasz funkcjonariusz w dniu wolnym od pracy wychodził z placówki pocztowej, nagle jedna z kobiet zemdlała i osunęła się na ziemię. Podbiegł do niej i udzielił jej pierwszej pomocy. Po chwili ocknęła się. Ciężko oddychała  i stwierdziła, że widzi wszystko jak przez mgłę. Dodała, że ma problemy z sercem. Strażnik poprosił pracownika poczty o wezwanie pogotowia, a do przyjazdu karetki monitorował jej stan. Kobieta został zabrana do szpitala na obserwację.

W minioną sobotę i niedzielę 24 strażników skontrolowało 1010 pojazdów wjeżdżających do Strefy Czystego Transportu. Funkcjonariusze ujawnili 331 kierowców nie mających uprawnień do wjazdu w strefę. Za niezastosowanie się do nowej organizacji ruchu pouczyli 330 kierowców. W jednym przypadku sporządzili notatkę pod wniosek o ukaranie do sądu.

Przypominamy, iż nowa strefa na krakowskim Kazimierzu obowiązuje od 5 stycznia. Możliwość wjazdu do niej mają mieszkańcy (swoimi dotychczasowymi pojazdami bez żadnych ograniczeń) oraz przedsiębiorcy i taksówki (bez ograniczeń do końca 2025 r.). Poza nimi wjazd mogą wjeżdżać pojazdy elektryczne, napędzane wodorem lub gazem CNG.

Wczoraj podczas przejazdu ul. Josepha Conrada patrol zauważył, że na jednym z pasów stoi samochód (na światłach awaryjnych), służący do przewozu osób dializowanych. Strażnicy zatrzymali radiowóz i podeszli do auta.  W środku znajdował się kierowca, który oświadczył, że bardzo źle się poczuł i dlatego zatrzymał się na jezdni. Przekazał, że ma zawroty głowy, czuje się bardzo słabo, a w samochodzie przebywa dwóch pacjentów, których miał odwieźć do domu po dializie.

Strażnicy wezwali na miejsce pogotowie, a następnie przeparkowali auto w bezpieczne miejsce. Do momentu przyjazdu zespołu ratownictwa medycznego cały czas monitorowali jego stan.

W niedługim czasie zastępczy samochód medyczny zabrał pacjentów do domów.

Kierowca trafił do szpitala.

,,Strażnicy patrolując okolice ul. Skotnickiej, obok ciepłociągu zauważyli porozrzucane 60 litrowe worki na śmieci.  Po ich sprawdzeniu okazało się, że są wypełnione głównie zużytymi pieluchami jednorazowymi oraz opakowaniami po artykułach dziecięcych. Ponieważ  w jednym z nich znajdował się dokument wraz z danymi osobowymi, strażnikom udało się ustalić gospodarstwo, z którego pochodziły odpady. Patrol skontaktował się z właścicielem posesji. Mężczyzna stwierdził, że śmieci powierzył swojemu pracownikowi, a ten miał je zawieźć na teren firmy budowalnej, którą zarządza i wyrzucić je do specjalnych kontenerów.

 

Strażnicy po uzyskaniu danych mężczyzny przeprowadzili z nim rozmowę, w trakcie której  podejrzany przyznał się do wyrzucenia śmieci. Został ukarany mandatem karnym na kwotę 500zł."

Ważne
986
bezpłatny
numer interwencyjny
Warto zobaczyć
POLECAMY